

2006.06.--, Tatanka Yatanka
Bezsilność - (dłuższy niż zwykle) felieton
Tym razem chciałem napisać o kimś (lub czymś) innym. Nie lubię być monotematyczny (bo i po co?). Nie chciałem pisać o Panu Chojnackim, jeden felieton (prawie wyłącznie) na Jego temat to i tak za wiele. Za wiele nie tylko dla zwykłego czytelnika, ale chyba przede wszystkim dla samego Pana Chojnackiego. A dlaczego za wiele? Nie chciałbym Pana Chojnackiego czymś (czymkolwiek) urazić. Nie mam ochoty na pustą polemikę na temat jednego słowa (lub kilku, ale czy to ważne?). Nie chce mi się brać udziału w procesach sądowych i słuchać mniej lub bardziej bezpodstawnych zarzutów pod moim adresem. Ale jak to powiedział pewien zdobywca pokojowej nagrody Nobla "nie chcem, ale muszem". Tylko proszę wszelkich "nadinterpretatorów" i poszukiwaczy żydo-komuno-masońskich spisków by nie obawiali się o to, że działam pod przymusem komunistów, albo kosmitów. Piszę ten felieton z własnej woli, bez ingerencji żadnych, nawet nadprzyrodzonych sił.
Ale, do rzeczy! Do napisania tego felietonu "zmusiły" mnie ostatnie wydarzenia w Królestwie Tyrencji. A mianowicie pierwsza (a właściwie pierwsza i druga) sprawa sądowa w historii naszego państwa.
Nie zamierzam przedstawiać przebiegu procesów, zwłaszcza, że w momencie kiedy piszę te słowa jeden z nich nie dobiegł jeszcze końca, napiszę o powodach. Wszystko zaczęło się od niegroźnego, w mojej opinii, pytania zadanego właśnie Panu Chojnackiemu. Pytanie to było następujące: "tak na marginesie zapytam z ciekawości, dlaczego pan Chojnacki głosuje przeciw prawie każdej ustawie zgłoszonej przez TUP, nawet jeśli przewodniczący jest za?". Pan Weisskopf, co sam z resztą stwierdził, kierował się czystą ciekawością, ale duma i godność osobista Pana Chojnackiego zostały głęboko urażone, aż dziw bierze, że od tak silnego ciosu wymierzonego w Jego wolność nie zginął na miejscu.
Pan Chojnacki nie potrafił przemilczeć tej niecnej prowokacji, nie odpowiedział naturalnie na (TO BARDZO TRUDNE) pytanie, tylko zdzielił Pana Weisskopfa obuchem w głowę nazywając go kilkakrotnie (słowo "kilkakrotnie" za pewne zostanie potraktowane jako oszczerstwo i trafię do sądu, ale co mi tam) komunistą. Pytanie tylko, w którym miejscu naruszona została wolność osobista Pana Chojnackiego by zmuszony był do tak daleko idących oskarżeń? Rzekłbym wręcz, mówiąc językiem Pana Chojnackiego (za to też mogę trafić do sądu), że to On jest komunistą, gdyż "zakazuje" zadawania pytań (na które nie zna odpowiedzi?) dotyczących jego osoby.
Tu nerwy pana Weisskopfa nie wytrzymały (a szkoda) i nazwał Pana Chojnackiego prymitywem, a to błąd, takich rzeczy nie należy mówić wprost. Dużo lepiej jest "nawrzucać" komuś tak żeby nie wiedział, że jest obrażany, a najlepiej żeby się z tego jeszcze cieszył (moja propozycja: "łał, jesteś taki mądry musisz mieć ze trzy chromosomy 21").
Na zakończenie dodam, że Pan Chojnacki poczytując swój połowiczny sukces sądowy (tj. sąd orzekł, że Weisskopf nie powinien zadawać tego pytania podczas głosowania, za co ma z resztą przeprosić, ale tak w ogóle to niczyja wolność nie została naruszona i pytanie to było jak najbardziej zgodne z obowiązującym prawem) za pełne zwycięstwo uznał, że pozew (oczywiście w sprawie nazwania Weisskopfa komunistą) wniesiony przez Pana Weisskopfa przeciw Niemu jest bezpodstawny, bo przecież sąd przyznał Mu już rację. Był chyba, aż tak uradowany tym, że cokolwiek wygrał, że nie przeczytał pełnego werdyktu.
The End