

2006.08.07, Michał Wilhelmowicz (Herr Wilhelm)
Tyreńczykiem być
Wczoraj – 6 sierpnia minęła 61 rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Ten barbarzyński atak przyniósł śmierć 260 tys. niewinnych ludzi. Miejmy nadzieję, że w przyszłości nigdy się już coś podobnego nie zdarzy.
Czemu piszę o tym na stronach Ech Tyrencji, gazety wirtualnego państwa? A to dlatego, że 1 sierpnia br. Na Tyrencję spadła niespodziewanie wirtualna bomba atomowa w postaci nieodwracalnej w skutkach awarii bazy danych. „Zginęło” prawie 60% obywateli Królestwa, ci, którym udało się „ewakuować” na nowy serwer zabrali ze sobą najważniejsze dokumenty państwowe. Mimo, iż z aktów prawnych nie straciliśmy na tym „ataku” wiele (wystarczy spojrzeć w Dziennik Ustaw) to Królestwo Tyrencji zaczęło ponownie cierpieć na niedomiar ludności.
Przed dniem 1 sierpnia 2006 roku, w naszym państwie żyło nieco ponad 40 obywateli. Po awarii zaledwie 17 z czego zaledwie 11 pełni jakiekolwiek funkcje w państwie. Wśród tej jedenastki aktywnych obywateli na jedną osobę przypada średnio 2,27 funkcji publicznych. Co oznacza np., że jeden z Tyreńczyków jest jednocześnie członkiem partii, działaczem Królewskiego Instytutu Naukowego Tyrencji, wicemarszałkiem parlamentu i członkiem Rady Królewskiej.
Aby znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje nie należy chyba zbyt długo szukać. Odpowiedź jest prozaiczna, taka sama zresztą jak kilka miesięcy temu gdy dopiero „startowaliśmy” – brak użytkowników.
Wróćmy do naszych ofiar, do tych 60% użytkowników, którym po ubiegłotygodniowej awarii nie udało się wrócić na łono ojczyzny. Zapytajmy, czemu tak się stało? Zapewne dlatego, że z Tyrencją, w większości, nie łączył ich ani jeden napisany post i prawdopodobnie przy najbliższym czyszczeniu kont zostaliby usunięci. Co takiego jest więc w Tyrencji, że nie potrafi ona zająć swoich nowych mieszkańców na dłużej? Być może chodzi o przestarzały i nie aktualizowany wygląd strony, bo na pewno nie jest to wina braku reklamy – przyznajmy to szczerze na łamach prasy, że Biuro ds. Promocji Zewnętrznej z p. Rochem Burgetem na czele wykonało kawał dobrej roboty propagując nasze państwo na wielu forach internetowych. To pewnie głównie dzięki temu w nasze szeregi dołączyło ostatnimi czasy sporo nowych użytkowników, a to, że większość z nich to niestety „martwiaki” stanowi zupełnie inny rozdział problemów Tyrencji, o których wspominałem już wcześniej.
Jesteśmy obywatelami wirtualnego państwa – Królestwa Tyrencji – jednego z wielu, a zarazem jednego z niewielu młodych krajów, któremu udało się przetrwać pierwsze, ciężkie miesiące istnienia. To, że istniejemy to jedynie zasługa ludzi, którzy prze ciężkie „tyranie” tchnęli w nasze v-państwo życie. Przed nami Tyreńczykami ciężkie chwile. Zbliżają się wybory parlamentarne, a obecna sytuacja wcale nie różni się tak bardzo od sytuacji z połowy maja (zastrzegam, że nie mam tu na myśli reform dokonanych przez TUP) – niewiele obywateli, jedna partia polityczna (o zgrozo, wówczas były nawet dwie ! [patrz artykuł celerona333 „Monopartyjność państwa] ). Nie zmieniło się także to, że aktywnym Tyreńczykom szalenie zależy na swoim państwie. Bądźmy więc aktywni, pracujmy nad tym, aby nasze państwo wciąż stawało się lepsze i pamiętajmy o tym, że Tyrencja choć nowo wzniesiona to „jakże jasno już świeci”. I niech świeci dalej!
H.W.