Główne Archiwum Królestwa Tyrencji

Echa Tyrencji

2006.08.08, Giovanni Ardore (Ard)

Komentarz do "Tyreńczykiem być", ale nie tylko...

wróć do spisu artykułów

Cieszy mnie bardzo, ale i zarazem smuci, fakt, że artykuł taki powstał. Cieszy, bo widzę, że nie jestem w pełni odosobniony w swojej ocenie sytuacji, smuci, bowiem była, niestety, okazja do jego napisania (związana z wydarzeniami i ogólną kondycją państwa Tyrenckiego). Do treści mam jednak kilka uwag i prosiłbym może, żeby autor (ale nie tylko) ustosunkowali się do nich).

Pierwsza sprawa pojawia się już w temacie. Mianowicie nazewnictwo obywateli naszego państwa. H.W. użył tu formy "Tyreńczyk", zaś wcześniej, zazwyczaj, używaliśmy formy "Tyrentczyk". Być może różnica jest niewielka, ale warto dopracować tę kwestię (mógłby się tym zająć przykładowo KINT). Analizując źródłosłów -jak wiemy, albo nie wiemy ;-) autor jest twórcą nazwy naszego królestwa i powinien lepiej od nas wiedzieć jaka forma jest poprawna - dochodzę do wniosku, że rzeczywiście ma rację - powinniśmy używać formy "Tyreńczyk" (od "tyrać", przy zamianie "a" w "e" ). Ale... Nie jest to instynktowna forma i mogłyby się pojawić problemy z wprowadzeniem jej do powszechnego użytku. Wykluczam możliwość karania w jakikolwiek sposób osób stosujących błędną formę, ale zmiana jej oznacza zmianę sensu logicznego nazwy królestwa. Gubi się źródłosłów i nazwa przestaje być czytelna... Proszę zatem o zajęcie się tą sprawą przez KINT.

W sprawie obywateli: Niestety muszę powiedzieć, że nie jest prawdą stwierdzenie o "kasowaniu licznych kont" w najbliższym spisie ludnościowym. Ponad połowa "nieaktywnych użytkowników" (jak możemy ich potocznie nazwać) odwiedzała Tyrencję. Były to wizyty krótkie, oddzielone wielodniowymi odstępami czasu i nie obfitujące w posty, ale były. Z moich szacunków (i pamięci) wynika, że mniej niż 10 osób znajdowało się na "czarnej liście" (dwa miesiące lub więcej nieobecności). Straty zatem są duże. Postaci takie jak VirusX, Wehr, Ikarus i kilka innych (których nicków, niestety nie pomnę) pojawiały się kilkakrotnie na starym, nieistniejącym już forum (oczywiście była to jedna, dwie wizyty na miesiąc, ale była szansa na uaktywnienie przynajmniej kilku z nich, niemogących sobie dotychczas znaleść odpowiedniego miejsca w Tyrencji).

W sprawie ustaw z "Dziennika": od 23.07 do powstania nowego forum nie powstał ani jeden nowy projekt (nie licząc mojego "zakazu łączenia stanowisk", który był projektem przedwstępnym i nie wzbudził enetuzjazmu w Radzie, ciekawe dlaczego ;-) ). Zatem wszystkie co do jednego projekty i ustawy są możliwe do odzyskania. Większość z nich znalazła się już tam gdzie być powinna za co wszyscy powinniśmy podziękować Krychowi, Kamilkowi i ,nieobecnemu jeszcze, Cezarionowi. Była to praca cięzka i niewdzięczna. W imieniu własnym i MSW dziękuję wam pięknie :-D

Co do przeliczeń funkcji państwowych: członkowstwo w partii nie jest, moim zdaniem funkcją państwową. Partia polityczna jest przedsięwzięciem prywatnym, skupiającym dobrowolnie obywateli. Nie pełnią oni żadnych urzędów, w przypadku TUP jedyne "funkcje" to prezydium, ale tego również nie traktowałbym w ten sam sposób co np etaty w KINT, czy ministerstwa w Radzie Królewskiej. Przynależność do TUP, owszem jest pewnym zobowiązaniem względem tej grupy, ale tylko w przypadku zajmowania wymiernego stanowiska (mandaty w Parlamencie, stanowiska ministerialne, głosowanie w wyborach jest już kwestią dyskusyjną - nie będę przecież sprawdzał kto na kogo głosował, a tym bardziej usuwał z partii osób, które zagłosowały "niewłaściwie". Jeśli ktoś uważa, że ma spójne poglądy, lub interes w przynależności do partii to "przynależy", jeśli nie to sam może wystąpić, nic mu się przez to nie stanie. Do tego należy dodać, że nie istniejo coś takiego jak maksymalna ilość miejsc w partii. Jesteśmy gotowi przyjąć każdego, czyli tak jakby tworzymy taką liczbę "etatów" na to "stanowisko" (członkowstwo w partii) ilu jest aktualnie obywateli Tyrencji (a to byłoby już straszne zawyżenie statystyk).

Faktem, jest, że prezydium Parlamentu jest stosunkowo liczne w porównaniu z liczbą posłów ( czterech posłów, w tym trzech marszałków) jednak początkowo parlament liczył znacząco więcej posłow, a nieobecność marszałka paraliżowała kompletnie obrady, lepiej jest więc mieć większą liczbę osób mogących prowadzić posiedzenie (zwłaszcza, że nie jest z tym stanowiskiem związane nic innego po za pracami parlamentu). Warto też zauważyć, że tylko posłowie mogą należeć do prezydium. Tym samym marszałkowie zawsze będą "zajmowali", co najmniej dwa stanowiska (a częściej trzy, jako członkowie partii).

Autor nie uwzględnił z kolei dziennikarzy, albo spojrzał na tylko na aktywnych, bo statystyka ta przedstawia się trochę inaczej (więcej stanowisk a osobę :-P )

Jednak pzrewrotnie zauważę, że jest to dobry sygnał. W przeszłości chcieliśmy sprowadząc dużo ludzi, ale nie byliśmy w stanie zapewnić im zajęcia, zatem odchodzili (panowało najnormalniejsze w świecie bezrobocie, przy paradoksalnie dużej ilości pracy, ale warto dodać, żę tylko dla osób "wtajemniczonych" lub mających jakąś, w miarę, skonkretyzowaną wizję królestwa).

Co do drugiej partii politycznej... TUP jest partią, która wygrała poprzednie wybory. Partia opozycyjna nie zdecydowała się na wejście do rządu (inną kwestią jest to czy którakolwiek z partii rozważała, w ogóle wejście do rządu w przypadku porażki :-P ) i jak się okazało spowodowało to jej upadek. Ale jest jeszcze druga strona medalu. Podział na FK i TUP został utworzony sztucznie. Po części była to kwestia "gry politycznej" różnych polityków, a po części wzajmenych relacji między użytkownikami (choć raczej ta pierwsza przyczyna dominowała nad drugą, co pokazały późniejsze wydarzenia). Przed wyborami, w tarakcie formowania się tych partii nie uczestniczyłem, ani razu w dyskusji dotyczącej poglądów na państwo z ewnetualnymi kandydatami, czy przeciwnikami TUP-u. Nie jestem w stanie wskazać żadnych różnic programowych (może kwestia wojska, ale to i tak jest szczegół) między TUP a FK. Większość osób była tylko zainteresowana "wielopartyjnością", a nie jakimś racjonalnym podziałem partyjnym. Rozumiem, że rzeczywistość nie zawsze jest taka jak się chce, żeby była, ale pewien niesmak gry politycznej pozostaje. Też nie jestem zwolennikiem monopartyjności, właściwie, to nie jestem zwolennikiem systemu partyjnego, ale wtedy stwierdziłem, że milczące przyzwolenie będzie najlepszym wyjściem.

Nie chcę oceniać tamtych wydarzeń, ale obecnie widzę, że nie tak powinno to przebiegać. Jeśli liderzy jednej partii podejmują decyzję, która powoduje powstanie drugiej to nie można powiedzieć, żęby to zdrowa sytuacja była. Może był to zbyt wczesny moment na tworzenie podziału partyjnego ? W początkowym etapie istnienia Tyrencji panowała totalna anarchia. Król pozwalał na wiele, jeśli nie wszystko. Decyzje podejmowane były "kupą" (nie zawsze większością, a raczej "dużą ilością głosów obywateli"). Faktem jest, że gdyby król działał zbyt autorytarnie nie zyskalibyśmy tylu obywateli ilu mieliśmy (wiem, że nie jest to imponująca liczba, ale moim zdaniem byłaby jeszcze niższa). Tak samo powszechne rozdawnictwo ministerstw i ci "nic nie robiący ministrowie", z jednej strony koszmar, ewidentny błąd polityczny, pogłębianie zupełnie niepotrzebnej biurokracji i chaosu. Ale z drugiej przyciągnęło to do Tyrencji kilka osób (w tym i mnie dla przykładu ;)).

Zatem krystalizuje się nam sytuacja i problem. Widzimy, że w początkowej fazie "rozgrywki" udało nam się utworzyć, miejmy nadzieję, stabilną dość zintegrowaną grupę. W większości zależy nam na interesie Tyrencji, co pokazał ostatnio JKW KWL, wracając po kilku dniach ledwie "emigracji". Zawdzięczamy to właśnie owemu, swojskiemu bałaganowi. Z jedej strony nic nie mogliśmy zrobić, a z drugiej cały czas prowadziliśmy długie dyskusje. Obecnie przeszliśmy do innego etapu (właśnie dzięki, albo przez) zdecydowane działanie KWL-a i Herr Wilhlema, którzy uchwalili konstytucję i zarządzili wybory, w chwili gdy nastąpiła stagnacja. Obecna sytuacja zaś jest przeciwna do tej pierwotnej. Mamy określone władze, istnieje proces legislacyjny. Możemy wiele (żeby nie powiedzieć “wszystko”) zrobić, ale przestaliśmy rozmawiać. Stąd możliwe, pojawiło się tak duże zainteresowanie rozgrywkami sportowymi, które pozwalają zmienić nieco sposób aktywności.

Pytanie zatem : jaka forma państwa jest lepsza ? Nie ma na to odpowiedzi, obie okazują się być złe. Może wynika to z tego, że za wcześnie je zamieniliśmy ? Może była szansa na przetrwanie tej chwilowej stagnacji bez uchwalania konstytucji (jak sam jej twórca napisał – powstała w 15 miniut, to nie jest chyba najlepsza z możliwych konstytucji) i wprowadzania “państwa prawa”, w którym podstawą funkcjonowania władz są “papierowe” rozporządzenia i ustwy (których u nas chyba nikt nie czyta, a przynajmniej czytać nie chce)? Wiele niestety wskazuje na to, że nie udałoby się nam przetrwać, zatem czy przypadkiem nie został ten radykalny krok nie zrobiony zbyt późno ? Nie jestem w stanie tego osądzić.

Jednak uchwalenie konstytucji, zmiana sposoby sprawowania władzy, wybory, a w ich efekcie zmiana Rady Królewskiej (ograniczenie ilości ministerstw, zwiększenie i sprecyzowanie ich kompetencji), nie zapobiegły w pełni dalszym kryzysom. Gdy ucichła wrzawa po wyborach i pierwsze ustawy przeszły przez Parlament nastąpił kolejny okres stagnacji. Po nim kolejny, a obecnie trwa następny (który może okazać się ciszą przed burzą, bo wybory tuż, tuż). Nie będę wchodził w szczegóły, przyczyny i sposoby rozwiązania tych kryzysów. Starczy, że powiem, że bez JKW nie istniałaby już najpewniej Tyrencja.

I tak z komentarzy do artykułu zaczął się tworzyć nowy artykuł. Szczęśliwie również jestem dziennikarzem, więc całkowicie legalnie umieszczę to w Echach Tyrencji.

Powodzenia nam wszystkim w Tyrencji życzy
Ard


do góry | strona główna | spis artykułów
Poprawny XHTML 1.1 © 2006-2007 by Główne Archiwum Królestwa Tyrencji