Główne Archiwum Królestwa Tyrencji

Echa Tyrencji

2006.12.17, Giovanni Ardore

Szanowni Panowie Posłowie i ich Tyrencja

wróć do spisu artykułów

Drodzy Obywatele!

Dziwne rzeczy ostatnimi czasy się u nas w polityce Tyrencji dzieją. Nie będę się już rozwodził nad nikłą aktywnością, biernością parlamentu, niemocą władz, czy nudą obywatelskiej egzystencji. Rozumiem, że semestr zbliża się ku końcowi, święta idą, pogoda nieciekawa. Spodziewam się, że jakieś spektakularne wydarzenie: próba zamachu stanu, nowe wybory, jakiś konflikt, czy coś podobnego, mogłyby zaktywizować większą część nas. Prawdę mówiąc, ja także cierpię na syndrom końca roku, więc licząc, że Tyrencja przetrwa mimo takiego stanu jeszcze półtora miesiąca przekładam na wtedy ewentualne działania. Mam nadzieję, że posłowie i Obywatele mają podobne myśli w tej sprawie i ta nieaktywność skończy się niedługo. W związku z powyższym, nie będzie bierność tematem moich rozważań w dniu dzisiejszym.

Ciekawa jest u nas sytuacja polityczna. Ostatnie wybory przeprowadzone zostały ze zmanami w ordynacji. Myślę, że nowa ordynacja sprawdziła się. Zdecydowanie łatwiej jest liczyć głosy, zdecydowanie wyraźniej widać jak przebiega większość parlamentarna i, co najważniejsze, decyzje poszczególnych posłów mogą w dużo większej mierze decydować o kształcie państwa. W poprzednich dwu kadencjach pojedynczy posłowie, najpierw Piotr Mrówka, potem Hans Olo, dzierżyli blisko połowę mandatów poselskich. Dodając do tego liczne rezygnacje pomniejszych posłów, pod koniec kadencji ich zdanie zawsze przeważało, czasem z czyimś poparciem, a czasem nawet bez niego. Obecnie sytuacja jest zgoła inna.

Pięciu posłów ma taką samą siłę głosu. W przypadku ustąpienia jednego z nich zdecydowany jestem przeprowadzić wybory uzupełniające. Nie jest już tak, że zdanie jednego nie przejdzie tylko przy sprzeciwie całej reszty.

Na czym polega więc cała ciekawość naszej sytuacji?

Wybory przyniosły nam rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce, która swoją drogą winna być nie jawna, czego nie udało się dokonać (następne wybory będą już utajnione - udało się przygotować rozwiązanie). Ilość głosów na obie partie była prawie równa. ZST otrzymało nieznacznie więcej głosów. Nowa ordynacja, dosyć bezlitośnie jednak z PT się obeszła - dając 3 mandaty ZST, a tylko 2 PT. Wszyscy to wiemy. Wszyscy uznaliśmy także, że to ZST wygrało wybory i ono tworzyć będzie nowy rząd. Jendak nie wszystko okazało się być tak oczywiste. Markiz Tomasz Grandis, prezes PT zapowiedział, że jego partia pozostaje w opozycji. Mimo to na pierwszym posiedzeniu wszyscy posłowie zgodzili się na kandydaturę hrabiego Michała Wilhelmowicza na marszałka. Którą to propozycję sam przedstawiłem, powołując się na niepisaną tradycję Tyrencji.

Układ był uczciwy - marszałek dla PT, dwaj wicemarszałkowie dla ZST. W świetle regulaminu, prezydium może podejmować decyzje większością głosów, czyli ZST mogło przegłosować hrabiego Wilhelmowicza, gdyby działał nie po jego myśli. Ale ostanio przyjęta nowa wersja regulaminu ogranicza liczebność prezydium, pozostaje tylko jeden wicemarszałek. W takiej sytuacji hrabia Wilhelmowicz ma pełną dowolność w działaniach w ramach uprawnień prezydium parlamentu.

Nie tylko sytuacja w prezydium okazała się być dziwną. ZST od samego początku był raczej bierny. Byli członkowie TUP w dużej mierze opuścili sojusz tuż przed lub zaraz po wyborach... W ZST nie zostało wielu zdolnych do podjęcia pracy w Radzie Królewskiej. Ministerstwo Finansów objął prezes Tatanaka Yatanka, jednak na nim przesłanki stanowiące o władzy ZST się kończą. Minister Fox, jako kompetentny urzędnik pozostał na stanowisku jakie zajmuje od lata. Może ZST nie poczytało mu za zdradę wystąpienia z partii? Ministerstwo sądownictwa, które ze względu na konstytucję musi istnieć (mała nowelizacja mojego autorstwa, rozwiązująca m.inn. ten problem czeka w parlamencie na rozpatrzenie)pozostawione zostało osobie króla. Problemem największym było ministerstwo spraw zagranicznych. ZST zaproponowało kandydaturę Piotra Mrówki, ale jako wiceministra przy kimś bardziej doświadczonym na takim stanowisku. Przyznać muszę, że po kliku tygodniach od tamtych wydarzeń rozwiązanie, na które ZST się zdecydowało jset bardzo dziwne. Owszem, zarówno PT jak i ja, przekonywaliśmy, że MSZ musi objąć ktoś doświadczony. Wybór zdawał się być jasny, po wycofaniu się z życia publicznego Abelarda von Weisskopfa największe doświadczenie w MSZ miał Tomasz Grandis. Ten jednak uznał się za przegranego w wyborach i nie chciał uczestniczyć w żadnej mierze w sprawowaniu władzy. Cóż się zatem stało? A co mogło/miało/powinno się stać? Powinno się stać to, że ZST wbrew opozycji (czyli PT - przypominam, że PT samo się w opozycji umieściło, więc do nikogo pretensji mieć nie powinno, że ZST z ich zdaniem wcale się nie liczy), wbrew radom króla (bo i dlaczego demokratycznie wybrana większość parlamentarna ma się w każdej sprawie słuchać króla? Jasno stwierdzone jest, ze ministrów powołuje parlament, czy nawet "zwycięska partia/koalicja" - ale to sformuowanie wskazywałoby na to, ze parlament wcale nie głosuje nad kandydaturami, a to by było zdecydowane nieporozumienie. Nie jest to najlepszy zapis konstytucyjny) winno powołać swojego kandydata. Że niby mało doświadczony, nieznany? Przecież jak nie zacznie pracy to nie zdobędzie doświadczenia. Nasi sojusznicy nie są osobami negatywnie nastawionymi, dość chętnie rozmawiają, dzielą się informacjami... Oczywiście: lepiej się rozmawia jak się już trochę zna; lepsze warunki można wynegocjować u znajomych; sprawy zagraniczne lubią stałość i inne podobne truizmy można głosić. Markiz Grandis jest ministrem wysokiej klasy, ale ZST nie stało na krawędzi przepaści. Niestety dla jego samego myślało, że stoi.

ZST zrobiło co innego. Poszło na ustępstwa, Tomasz Grandis przedstawił swoje warunki - całkowita niezależność, brak zastępcy, brak ingerencji MSZ w sprawy wewnętrzne i spraw wewnętrznych w MSZ. Tatanka Yatanaka w imieniu partii zaakceptował te warunki, jednak nie obyło się bez mediacji (także królewskich), kontrowersji i nazywając rzecz po imieniu - rozłamu.

Kandydatury głosowane były łącznie. Wyniki winny zjeżyć włosy na głowie, nie zrobiły tego, gdyż niepodważalnym było przekonanie o zwycięstwie ZST. Za nowym składem rządu głosowali obaj posłowie PT, Tatanka Yatanka (z pewnymi wątpliwościami co do poparcia partii dla takiego rozwiązania) i Falow von Lauenberg. Przeciw był zaś Hans Olo, który niedługo później wystąpił z ZST i został posłem niezależnym. Okazało się, że powstała nieformalna koalicja popierająca nowy rząd - PT (mimo zarzekań, że są opozycją) i część ZST (konkretniej prezes i ludzie bezwzględnie lojalni względem niego, jako legalnie wybranego przewodniczącego partii); w opozycji znalazł się za to Hans Olo reprezentujący część ZST niechętną dla porozumienia z PT.

Ukazuje się nam dramat ZST. Z jednej strony w świadomości wszystkich są oni partią rządzącą, z drugiej zaś jest to partia rozbita. Mająca wielu zwolenników, jednak w dużej mierze pozostających poza organizacją. Prezes pozostaje osobą raczej ugodową, jednak ewentualni jego zwolennicy odchodzą do PT. Dla ludzi przeciwnych PT i agresywnej kampanii opartej na przeciwieństwie (jaką PT zaproponowała) ZST jest zbyt ugodowe i nie widzą w nim dla siebie miejsca (co pokazał np Hans Olo).

Sytuacja w parlamencie nie jest obecnie jasna. Co prawda Rada Królewska ma większość - projekty przechodzą, ale większość ta jest albo zgodnością PT i ZST, albo ZST i Hansa Olo. Posłowie PT mają do tego zwyczaj głosowania przeciw projektom, bez wskazania w debacie przyczyny takiej decyzji. Pozostaje pytaniem - co będzie z ewnetualną zmianą konstytucji? Jeśli PT nie poprze takiego wniosku zostanie on odrzucony, a Hans Olo raczej w porozumienie z PT nie wejdzie, do ZST w obecnym kształcie także nie wróci.

Co musiałoby się stać, żeby ZST odzyskało inicjatywę? Dość jasna sprawa - musi przestać być bierne. Nie ma jednak bezwględnej większości parlamentarnej... Czy ZST może odzyskać jendość i wyrazistość poprzez odcięcie się od PT, czy jest już za późno? Niewątpiliwe nominacja markiza Grandisa rozbiła ZST, nie wiadomo czy jego odwołanie stałoby się kanwą ponownego zjednoczenia. Na pewno okazałoby się ono precedensem i początkiem głębokiego konfliktu między ZST, a PT. Myślę, że jest to jedyna szansa ZST na odzyskanie znaczenia politycznego. Z drugiej strony w chwili obecnej odwołanie Ministra Spraw Zagranicznych byłoby skrajnie niekorzystne dla Tyrencji, co więcej byłoby to swego rodzaju zagrożenie dla bezpieczeństwa i jedności państwa. ZST przegapiło najpewniej swoją szansę i skazane jest na powolny rozpad lub bierną egzystencję.

Warto rozważyć drugą opcję. Czy PT ma szansę przejąć władzę? Myślę, że ma na tyle duże wpływy, że władzę już ma. Przecież bez poparcie PT obecny skład rady Królewskiej nie utrzymałby się! Co prawda teoretycznie większość ma ZST i Hans Olo (skrajnie nieprzychylny PT), ale oni nie są zupełnie zgodni, ZST zaś łatwo jest podzielić w konkretnej sprawie. Marszałek jest z PT, więc organizacja prac parlamentu pozostaje pod kontrolą tej partii, starczyłoby przeciągnąc jednego posła z ZST na swoją stronę i większość niepodważalna.

Jedynym problemem pozostaje tak na prawdę sama świadomość porażki w wyborach. PT nie patrzy na sytuację realną jaka się wytworzyła, patrzy na politykę z perspektywy wyborów, które przegrało i z perspektywy "patii opozycyjnej", za którą się uważa. W świecie realnym większość partii opozycyjnych nic nie robi, bo nie może nic robić (a jeśli tylko pojawia się cień szansy na zdobycie przewagi, to stara się tą szansę wykorzystać). U nas PT ma ogromną szansę, jako, że ZST sama z siebie się marginalizuje i dzieli, ale nie robi nic.

Starczy spojrzeć na wyniki ostatnich głosowań. W sprawie KINT - ZST nie miało komentarzy do projektu (i zaglosowalo ZA), PT także (i zaglosowalo PRZECIW). Muszę przyznać, że zupełnie czegoś takiego nie rozumiem. Projekt był mój, ja się z żadną partią nie czuję związany. Nikt nie zgłaszał mi żadnych zastrzeżeń... Nie pojawił się ani jeden projekt poprawki. Czyli co mogę sobie na ten temat myśleć? ZST zagłosowało 'za' z przyzwyczajenia, a PT 'przeciw' z przekory. Tylko przekory przeciw czemu? KINT? Królowi? Czy może dlatego, że ZST poparło, a PT jest opozycją do niego więc musiało zagłosować przeciw?

Analogicznie z ustawą o biurze sportu i rozrywki. Projekt autorstwa ministra Foxa (który dostał od PT poparcie i tylko dzięki temu poparciu pozostał na stanowisku MSW! ), brak komentarzy, brak poprawek... a nie wszyscy są za.

Idea przekory i opozycyjności upada jednak w przypadku ustawy o giełdzie, autorstwa Tatanki Yatanki. W tym przypadku powtarza się scenariusz wotum zaufania. PT i ZST za, Hans Olo wstrzymuje się. Ale znowu, brak uwag, poprawek (to już dosyć logiczne - jak jestem za to nie zgłaszam uwag, jak mi wszystko jedno - tak samo). Co się dzieje? Czyżby PT przeciwne było moim pomysłom i ministrowi Foxowi,a przychylne dla ministra Yatanki? Czy też może generalnie przeciwne jest wszystkiemu, ale ze względu na szansę zawiązania porozumienia z tym ostatnim popiera jego projekt? Wielka zagadaka.

Głosowania budżetowe przechodzą jednomyślnie, podobnie jak zmiana regulaminu obrad. To cieszy, ale trzeba przyznać, że póki konta nie świecą pustkami pieniądze nie są dla nikogo istotne. Z czasem może się to zmienić (ale do tego czasu zmieni się też parlament i to już problem kadencji nstępnej).

Chciałbym, żeby czytelnicy (a zwłaszcza posłowie) przemyśleli trochę swoją wizję tyreńskiej sceny politycznej. Możemy śmiało zrezygnować z twardego podziału na opozycję i partię rządzącą, bo to nie jest takie oczywiste. Do tego zaraz wszystko może się zmienić. Zarówno ZST jak i PT są zdolne do stworzenia większości, muszą jednak wykazać się albo zdecydowaniem (ZST), albo pewną otwartością i odejściem od przesądu przegranych wyborów (PT)... i oczywiście pewnego rodzaju sprytem politycznym.

Nie mówię, że jest źle, choć... na pewno mogłoby być lepiej. A solidna większość w parlamencie temu na pewno mogłaby sprzyjać.

Zastanawiam się też, czy kiedyś parlament odrzuci jakiś projekt ustawy. Nigdy jeszcze tego nie zrobił. Co ciekawsze nidy jeszcze parlament nie zgłosił oficjalnej poprawki do projektu i nie poddał jej pod głosowanie - dotychczas wszystko rozstrzygaliśmy poprzez albo autopoprawkę do projektu w wyniku sugestii podczas debaty, albo poprzez zgłoszenie drugiego, zmienionego projektu (czemu towarzyszyło bierne wycofanie poprzedniego projektu - bierne, w sensie, poprzez brak sprzeciwu).

Na sam koniec mam apel do posłów - jeśli macie wątpliwości - zgłaszajcie poprawki, zanim zagłosujecie przeciw. Odrzucanie projektu bez jakichkolwiek uwag robi złe wrażenie.

Szczęscia wszystkim Wam życzę,

Ard


do góry | strona główna | spis artykułów
Poprawny XHTML 1.1 © 2006-2007 by Główne Archiwum Królestwa Tyrencji